Rowerowa

RSS

Idea - CAMINO BALTICA - pro memoria...

Kilka lat temu zrodził się pomysł rewitalizacji - przywrócenia do życia Pomorskiej Drogi Jakubowej - Camino Baltica. Średniowieczny szlak pielgrzymi przebiegał od Kretyngi na Litwie przez Kaliningrad, polskie Pomorze, północne Niemcy, przecinając Francję by połączyć się z Camino Frances i dotrzeć do Santiago de Compostela w Hiszpanii. W ubiegłym roku 7 śmiałków wyruszyło na rowerach z spod Katedry św. Jakuba w Szczecinie by po 30 dniach pielgrzymki i przebytych 3,5 tys. km dotrzeć do Santiago.
W tym roku chcemy zakończyć nasze pielgrzymowanie jadąc od początku Camino Baltica, a więc z Kretyngi /niestety ze względu na skomplikowaną sytuację w Rosji musimy ominąć Kaliningrad/ przez Litwę i od wschodu na zachód przez Polskę w Katedrze  Św. Jakuba w Szczecinie kończąc. Całość tego etapu to ok.1500 km. Pozdrawiamy serdecznie licząc na Waszą pomoc w modlitwie i szczerej pamięci. Zapraszamy na stronę www.2014.peregrini.info i do zobaczenia w na Jarmarku Jakubowym - mecie naszej rowerowej pielgrzymki Camino Baltica! Z Panem Bogiem! Ks. Adam Krzykała org.

»
1817
0
0
10 lipca 2014 »

Dzień pierwszy - Droga

 

Vamos! Camino Santiago Baltica czas zacząć J a zaczęło się pięknie… KTOŚ nie zauważył, nie dopilnował, nie dokręcił, nie… i rowery spadły. Oj! Ale od początku. Dziś droga wiedzie na Litwę, o której Wieszcz napisał / ale to wszyscy znamy/. Kręto, wolno i do domu daleko, a i sen morzył  okrutnie. I wtedy pojawił się KTOŚ. Jak i dlaczego nie wiadomo, natomiast wiadomo kiedy: ni stąd ni zowąd rowery poleciały. Pomijając szczegóły czeka nas mały warsztat.

W Wilnie byliśmy z małym opóźnieniem i dlatego zamiast samego Pana Giedrojcia po tym uroczym mieście oprowadzała nas Jego córka Justyna. I tu zaczyna się cudowna, sentymentalna, patriotyczna i ze wszech miar niesamowita podróż śladami historii naszych przodków. NIKT z nas wcześniej tutaj nie był więc z tym większą radością wkraczaliśmy w uliczki historii tego miasta i historii naszej. Oczywiście start na ostro… Ostra Brama. Każdy z mieszkańców wchodząc czy wychodząc przystaje i żegna się wpatrzony w obraz Matki J Naprawdę J Nie będę opisywał historii, czy streszczał słów pani Justyny. Wieszczów domy co krok. Historia Polski pisana murami miasta. Starczy powiedzieć, że kończąc dzień byliśmy na równi zadowoleni jak i zmęczeni – zachwyceni tym co nas dziś spotkało i wdzięczni, że nam było dane. Jeszcze tylko Mały Finał i spać  /wynik w związku z godziną przesuniętą do przodu znaliśmy już wcześniej J/ niestety…

38 minuta… kibice w łóżkach. Rano dowiedzieliśmy się o trzecim golu L

»
1818
15
0
10 lipca 2014 »

Dzień 2 - Wilno

Niedziela przywitała nas widokiem… lodówki, a tam PIERWSZA nasza compostelka  / najpopularniejszy sposób oznaczenia szlaku jakubowego żółtą muszelką na niebieskim tle/. Obok niej  druga muszelka Grażynka – syrenka pomorza, maku kwiat i nasza karmicielka.  Podążając jej śladem zjedliśmy śniadanie i trzeba tu dodać, że w progach domu Ojców Franciszkanów, którzy nas podejmują czujemy się jak u siebie. Poranny warsztat, potrzebne naprawy i rumaki lśnią jak nowe, niestety muszą poczekać jeszcze do jutra. Ostatni uścisk dłoni Ojca Sławomira i w drogę.

A dziś? Nasz dom leży 163m od Cmentarza na Rosie, więc pierwszy etap łatwy do przewidzenia. Matka i serce Syna – grób Marszałka Józefa Piłsudskiego j Jego Matki. Byliśmy tu pierwszy raz, lecz historia powtórzyła się po raz drugi. Jak wczoraj - pełne zaskoczenie, wzruszenie na przemian z zachwytem. Urok tego miejsca, jego klimat i waga każdego zapisanego słowa, historii wyrytej na nagrobkach… Chyba nie będzie nadużyciem jeśli w tym miejscu wspomnimy Powązki, Pęksowe Brzysko, groby tak dalekie jak i bliskie sercu każdego z nas. Ech! Tu każda mogiła oddycha Ojczyzną. Szybkie postanowienie: wrócimy tu jeszcze jak Bóg da.

A potem…Kilka słów w zakrystii i coś co pozostanie z nami do końca: msza święta w Ostrej Bramie przed samym Jej obliczem.  Są takie miejsca: Jasna Góra, Rokitno, Lourdes, La Salette, teraz i to staje się tym szczególnym. Totus Tuus! I to każdy z nas! Matko prowadź!

Po takiej strawie duchowej trudno o lepszą, tymczasem droga do Kłajpedy to wisienka na torcie. Opis tego nie odda, trzeba to przeżyć. Zestaw Szwagier + Emil + Zbysiu = klasyka gatunku, ostatni Mohikanie, jak Tomilidżons w Ściganym, jak Żubr dla jelenia, jak musztarda dla hot-doga czy Maja dla Gucia. Delicje! Vaya con Dios J

PS. W Kłajpedzie czeka na nas Ojciec Piotr Stroceń, franciszkanin. Pochodzi ze Szczecina, kilka lat temu przyjął święcenia i pracuje na Litwie. Fajnie tak jechać jak do siebie. Zresztą Ojcowie Franciszkanie będą nam towarzyszyć na Camino jeszcze nie jeden raz. I tu wielkie  wielkie  po trzykroć wielkie dzięki Piotrze za pomoc. Dzięki Tobie Twoja nowa Ojczyzna i dla nas otwiera szeroko swe progi.

A tak z innej beczki: kto jest za kim? Argentyna czy Niemcy? Bo u nas jest jasność. No, tylko Andrzej był za Niemcami… już z nami nie jedzie J

Kłajpeda 58km! Vamos  Argentina!!!

»
1665
20
0
14 lipca 2014 »

Dzień 3 - Kretynga

 

Kretynga Palanga

 

Zacznijmy od korzeni. Jesteśmy w Kretyndze, a więc u początków Camino Baltica. Rewitalizacja szlaku sprawiła, że w punkcie informacyjnym nieopodal pięknego kościoła otrzymujemy wszelkie potrzebne informacje by rozpocząć szlak jakubowy wraz z paszportem pielgrzyma, w którym ląduje pierwsza pieczątka. I jeśliby ktoś z Was kochani kiedykolwiek chciał na chwilkę przenieść  się do rowerowego  raju to dzisiaj właśnie tam byliśmy. Palanga – czytaj nasze Międzyzdroje, piękne molo, cudowny Bałtyk, plaże po bezkres… Raj jednak zaczyna się nie tu, ale po pierwszym zakręcie w lewo od fontanny. Okiem Grażynki – rowerowego guru: las, serpentyny, widoki rezerwatu krajobrazowego. Woda na młyn każdego bicyklisty. Natomiast wszystko to i tak blednie wobec gościnności Ojca Piotra. Cepeliny, babki kartoflane, zapiekanki ziemniaczane, kwas chlebowy, kołduny, a na deser kołacz. Chyba drogi nie starczy by spalić te kalorie. Tyle o wikcie, natomiast trzeba i wspomnieć o duchu. To co najbardziej lubię – nie wiadomo jak, skąd i dlaczego, a może właśnie tak kilometry same podają intencje do różańca, koronki czy modlitwy w drodze. Pamiętamy o Was i polecamy codziennie na camino! Vaya con Dios!  

 

Acha! Pierwsze 82 za nami J

 

 

»
1549
31
0
17 lipca 2014 »

Dzień 4 - Jorbarkas

 

I można wstać o 5.00 ? Można, ale gratulacje przyjmuje tylko Grażynka. My spokojnie o 6.00. Poranna msza święta, szybkie śniadanie, pożegnanie z Ojcem Piotrem i zapewnienie, że gdy będzie w Szczecinie to… ZOBACZY! Trochę martwimy się dzisiejszym etapem, jednym z najdłuższych dlatego tak szybko, porannie, expresem. Niespodziewanie droga puszcza lekko. Pierwsze 60km i mała kawka.  Zmiana przy kierownicy, a przy każdej zmianie różaniec, koronka, intencji starczy do samego Szczecina. Dużo słońca, a słuchy chodzą, że u Was pochmurnie. Cóż, nie każdemu w żłobie dano. O 17.00 jesteśmy w Jorbarkas, szybko, tanio i wygodnie. Ksiądz sprawdza naszą znajomość rosyjskiego i nocleg gotowy. Dziś podłoga w salce. Ale za to jaki makaron, A JAKA KIEŁBASKA???

Acha! Dziś raptem 153 J

»
1534
26
0
17 lipca 2014 »

Dzień 5 - Suwałki

 

Poranek przywitał nas mgłą, ale co nam mgła. Poranny pacierz, mała kawka /już gotowa – Grażynka lata od 5.00!/ i w drogę. Pierwsze 25km za nami i konfitury mamusi na kanapce. Dobre, nie mdłe, kwaskowe! Uczta pod prawdziwkiem. Litwa kochani jest piękna. Kraj bocianem i łąką płynący.  Wszyscy mamy podobne wrażenie – ludzie o pogodnym i miłym usposobieniu. Może trochę biedniej na wsi, ale przez to jakoś tak prawie jak w domu. Jest 9.23 a my musimy kryć się przed słońcem. Zapowiada się niezła patelnia. Lepsze to jednak niż deszcz. Acha! Wskazówka dla pierwszaków: nie zostawia się roweru na słońcu! Strzelają gumy aż miło… nie Andrzej?! I to na 16 sek. przed wyruszeniem.

Litwa płaska jak stół, za to za granicą, znaczy się jak w domu… pod górkę. Wreszcie pojawiła się SPRAWIEDLIWOŚĆ BOŻA – znaczy się z górki. Ech! Nie ma jak w domu, jakoś tak ludzie po swojemu gadają i w ogóle TIRy  takie przyjazne. No i Przyjaciół przybyło. Pojawiły się długo oczekiwane posiłki. Ze Śląska i  znad Drawy  nadjechały hufce. Edek, Gabi, Ula no i Darek przywiózł Jaśka – zeszłoroczniaka, co i Camino przebył. Wieczornych Polaków rozmowy i cały hotel wie, że jesteśmy. SUPER! Zatem muszę już kończyć bo wątek się rwie, a jak twierdzi Darek podzielności uwagi u mnie nijak. Dobranoc! Buenas noches znaczy!

Ps. Dziś 147 km.

»
1548
11
0
17 lipca 2014 »

Dzień 6 - Węgorzewo

 

Jak dobrze wstać skoro świt i w takim towarzystwie rozpocząć dzień mszą świętą. Dziś droga wiedzie nas do Węgorzewa do Dobrego Pasterza – sanktuarium ojców salwatorianów. Śniadanko, Edek w żywiole podziękowań i… jazda. Skład się powiększył ciekawie więc zapowiadają się pierwsze kilometry. Tempo, średnia, odstęp na kole czy nie, zobaczymy!

Litwa to piękne państwo, ale Polska w swoich widokach nie pozostaje w tyle. Droga kręta, to z góry to pod, ale oddaje urokiem i wrażeniami. Ciekawe jak to było w średniowieczu gdy piechotą szli tędy pielgrzymi. Rzym, Jeruzalem czy Santiago, a może św. Idzi?

Nic więc dziwnego, że nie wiadomo kiedy, a dzień ma się ku końcowi. Za to jaki koniec! Salwatorianie zawsze  w swojej charyzmie mieli pracę  z młodymi. Piękny dom rekolekcyjny i jeszcze lepsze miejsce rekreacji. Edek w żywiole i grill gotowy. Konferencja i apel w takich okolicznościach… bezcenne! A wszystko to z delikatną nutą gwary śląskiej, czego my gorole z lekka zazdrościmy. Dobranoc!

Dziś Rudy 102… km.

»
1558
16
0
19 lipca 2014 »

Dzień 7 - Pieniężno

 

Wieczernik – sala usłana na górze. Kto był w Jeruzalem ten wie, kto nie zapraszam do … Węgorzewa. Najstarszy katolicki kościół w okolicy, na parterze plebania, na piętrze kościół. Super wrażenie. Poranna msza, w sercu wiezione intencje i śniadanie z ilością szczypiorku jak dla batalionu. Droga bez zmian, kręta, urozmaicona pagórkami nie pozwala na nudę. Z każdym miastem czy wioską mijamy stare XIV wieczne kościoły, schedę po krzyżakach. Obiad w cieniu jednego z nich. Wokół pachnie PGR-mi, pewnie kiedyś było tu lepiej… Bartoszyce – miejsce znane niejednemu księdzu, który dzięki Generałowi  /świeć Panie nad Jego duszą/ odsłużył tu służbę zasadniczą. Nie do końca jestem pewien, ale słyszałem, że ks. Jerzy Popiełuszko też tu służył. Ech, Wojtek, Wojtek! Kolejny przystanek to przystanek. Gdzie nam będzie lepiej jak w jego cieniu. Jeszcze tylko 47km.

Nie było łatwo – tyle powiem. Etap mimo iż nie najdłuższy dał się we znaki niejednemu z nas. Fałdy jezdni zrobiły swoje. Rekompensatą za doznane krzywdy stało się Pieniężno, a dokładnie Seminarium Ojców Werbistów, gdzie mamy nocleg. Takiej ryby nie jada się codziennie, więc talerzy generalnie po nas myć nie trzeba będzie. Ojciec Ireneusz dawny prowincjał zakonu wprowadził nas w historię i arkana sztuki zakonnej. Niestety spacer alejkami ogrodu stał się przyczyną senności ogółu, a wieczorna konferencja gwoździem do trumny. Niech Cię nawet sen nasz chwali… jak zwykł mawiać psalmista. Niech się przyśnią pyzate aniołki, a Ojcom Werbistom Bóg błogosławi na frontach świata.

Dziś po fałdach 137 km.

»
1602
16
0
19 lipca 2014 »

Dzień 8 - Elbląg

 

Miało być krótko, a wyszło… jak zwykle.  Trzeba jednak powiedzieć, że nawet o te kilka kilometrów więcej nie robi większej różnicy, ba przynosi tym więcej radości z przebytej drogi i widoków wokół.

Braniewo – dla niewtajemniczonych w średniowieczu coś na wzór naszego Kołbacza. Mówiąc krótko – działo się. Dziś piękna bazylika mniejsza nie oddaje całej okazałości miasta. Za to za rogiem czekał nas Frombork. Cudeńko, perełka, wisienka na torcie. Krótko mówiąc rarytas. A jeszcze trafiło się ślepej kurze ziarno – koncert organowy. Ja tam w muzyce dawnej i poważnej nie bardzo, ale koncert był wyśmienity zaś instrument stereo /słychać było i z przodu i z tyłu/. Na chwilkę też wstrzymaliśmy słońce żeby Mikołajowi było miło. Potem już tylko ziemia. Ziemia piękna, nasza, swojska. Wybraliśmy zatem drogę widokową nad samym zalewem wiślanym, gdzie stanęliśmy na popas. I tu niespodzianka! Oto do stada na popasie podszedł SZERYF pobliskiego lokalu pan Lech Madeja i oferuje nam… kompostelki  do paszportów. Okazuje się, że prowadzi on albergę Zapiecek /suchacz.eu/ na trasie camino baltica. Fajnie nie?! Dziękujemy panie Leszku. Bardzo miło było pana poznać. Życzymy wszelkiego dobra za dobro już okazane.

Droga do Elbląga to już tylko skok. Spacer starówką, katedra spacjalnie otwarta przez ks. Proboszcza, kanał elbląski i przesympatyczni klerycy seminarium duchownego Adam i Sylwek. Jeszcze tylko konferencja i spać. Mówiąc krótko to był dobry dzień.

Może krótko, ale… 88 km.

»
1562
26
0
20 lipca 2014 »

Dzień 9 - Gdańsk

 

Dlaczego tak lubimy Teleexpres?! Bo nie zdążą nakłamać! No może i tak, ale chyba bardziej dlatego, że wszystko tak fajnie w pigułce. I dzisiejszy etap to taka pigułka. Rano jak zwykle, Edek nie przepuści nikomu, więc głośno  o nas wokół i bociany starują pionowo.

Żuławy wiślane – płasko, łatwo, szybko i przyjemnie. Kilka oddechów, bidonik, batonik, a w nagrodę compostelka na lampie, że niby przypadkiem. W Gdańsku meldujemy się na Anioł Pański – dla ułatwienia dodam, że o 12.00. Jedziemy do św. Brygidy, kiedyś bym powiedział, że do ks. Prałata Jankowskiego. I nie żeby ktoś zastrajkował tylko u Franciszkanów mamy zameldować się po 16.00 więc czasu mamy sporo. Meldujemy się u ks. Marcina /serdecznego Przyjaciela/ a kawkę pijemy wspominając Wielkich Tego Świata, którzy pili ją tu przed nami.  Regan to podobno nawet po sobie nie pozmywał, Żelazna Dama odmówiła deseru,  tylko Lech smakuje jakoś tak swojsko. Oj, gdyby te ściany mogły mówić…  

Wolne Miasto Gdańsk – turystów  tu podobno więcej niż w Krakowie. Trochę rzucamy się w oczy w tych kamizelkach za to co chwila podchodzi ktoś do nas związany z camino. Miłe to i jakoś tak przyjemnie na duszy. Piękne miasto, piękne zwiedzanie. Ale jeszcze trochę pachnie niemcem.  Dlaczego?! Bo jak złapałem gumę to mi powiedzieli, że nie mam luftu, a nie powietrza. Familoki jedne!

Kończymy historią bardziej nam bliską. Modlitwa pod Trzema Krzyżami, sala BHP i oranżada z komunii… Czasy tak trudne jak piękne. Kolacja w stylu włoskim z mielonką w stylu polskim, a konferencja na dachu. Kocham to!

Ps. Ale Was kochamy jeszcze bardziej i dlatego tak super jechać w Waszą stronę. Buen Camino Kochani!

Dziś depresja… 65km.

»
1588
32
0
20 lipca 2014 »
Wszystkich rekordów: 16

projektowanie stron www szczecin, design, strony dla parafii

Fundacja SZCZECIŃSKA

ul. Królowej Korony Polskiej 28E
70-485 Szczecin skr. 167, tel. +48 91 885 1 845, fax +48 91 885 1 850
serwis - wersja angielska Mariusz Dubojski
serwis - wersja niemiecka Ewa Pobłocka Project co-financed from European Development Funds within South Baltic Cross-border Co-operation Programme 2007-2013; Projekt „RECREate – Rewitalizacja Europejskiego Szlaku Kulturowego na Obszarze Południowego Bałtyku – Pomorska Droga Św. Jakuba”; Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego – Programu Współpracy Transgranicznej Południowy Bałtyk 2007-2013; Oś priorytetowa: Atrakcyjność i wspólna tożsamość; Cel: Zrównoważone wykorzystywanie zasobow naturalnych oraz dziedzictwa kulturowego dla rozwoju regionalnego.
2017 © Wszelkie Prawa Zastrzeżone