Rowerowa

Rowerowa 20 lipca 2014 wyświetleń: 2942

Dzień 9 - Gdańsk

 

Dlaczego tak lubimy Teleexpres?! Bo nie zdążą nakłamać! No może i tak, ale chyba bardziej dlatego, że wszystko tak fajnie w pigułce. I dzisiejszy etap to taka pigułka. Rano jak zwykle, Edek nie przepuści nikomu, więc głośno  o nas wokół i bociany starują pionowo.

Żuławy wiślane – płasko, łatwo, szybko i przyjemnie. Kilka oddechów, bidonik, batonik, a w nagrodę compostelka na lampie, że niby przypadkiem. W Gdańsku meldujemy się na Anioł Pański – dla ułatwienia dodam, że o 12.00. Jedziemy do św. Brygidy, kiedyś bym powiedział, że do ks. Prałata Jankowskiego. I nie żeby ktoś zastrajkował tylko u Franciszkanów mamy zameldować się po 16.00 więc czasu mamy sporo. Meldujemy się u ks. Marcina /serdecznego Przyjaciela/ a kawkę pijemy wspominając Wielkich Tego Świata, którzy pili ją tu przed nami.  Regan to podobno nawet po sobie nie pozmywał, Żelazna Dama odmówiła deseru,  tylko Lech smakuje jakoś tak swojsko. Oj, gdyby te ściany mogły mówić…  

Wolne Miasto Gdańsk – turystów  tu podobno więcej niż w Krakowie. Trochę rzucamy się w oczy w tych kamizelkach za to co chwila podchodzi ktoś do nas związany z camino. Miłe to i jakoś tak przyjemnie na duszy. Piękne miasto, piękne zwiedzanie. Ale jeszcze trochę pachnie niemcem.  Dlaczego?! Bo jak złapałem gumę to mi powiedzieli, że nie mam luftu, a nie powietrza. Familoki jedne!

Kończymy historią bardziej nam bliską. Modlitwa pod Trzema Krzyżami, sala BHP i oranżada z komunii… Czasy tak trudne jak piękne. Kolacja w stylu włoskim z mielonką w stylu polskim, a konferencja na dachu. Kocham to!

Ps. Ale Was kochamy jeszcze bardziej i dlatego tak super jechać w Waszą stronę. Buen Camino Kochani!

Dziś depresja… 65km.

aktualizowano: 2014-07-23
cofnij drukuj do góry
Wszystkich rekordów: