Rowerowa

Rowerowa 19 lipca 2014 wyświetleń: 2913

Dzień 7 - Pieniężno

 

Wieczernik – sala usłana na górze. Kto był w Jeruzalem ten wie, kto nie zapraszam do … Węgorzewa. Najstarszy katolicki kościół w okolicy, na parterze plebania, na piętrze kościół. Super wrażenie. Poranna msza, w sercu wiezione intencje i śniadanie z ilością szczypiorku jak dla batalionu. Droga bez zmian, kręta, urozmaicona pagórkami nie pozwala na nudę. Z każdym miastem czy wioską mijamy stare XIV wieczne kościoły, schedę po krzyżakach. Obiad w cieniu jednego z nich. Wokół pachnie PGR-mi, pewnie kiedyś było tu lepiej… Bartoszyce – miejsce znane niejednemu księdzu, który dzięki Generałowi  /świeć Panie nad Jego duszą/ odsłużył tu służbę zasadniczą. Nie do końca jestem pewien, ale słyszałem, że ks. Jerzy Popiełuszko też tu służył. Ech, Wojtek, Wojtek! Kolejny przystanek to przystanek. Gdzie nam będzie lepiej jak w jego cieniu. Jeszcze tylko 47km.

Nie było łatwo – tyle powiem. Etap mimo iż nie najdłuższy dał się we znaki niejednemu z nas. Fałdy jezdni zrobiły swoje. Rekompensatą za doznane krzywdy stało się Pieniężno, a dokładnie Seminarium Ojców Werbistów, gdzie mamy nocleg. Takiej ryby nie jada się codziennie, więc talerzy generalnie po nas myć nie trzeba będzie. Ojciec Ireneusz dawny prowincjał zakonu wprowadził nas w historię i arkana sztuki zakonnej. Niestety spacer alejkami ogrodu stał się przyczyną senności ogółu, a wieczorna konferencja gwoździem do trumny. Niech Cię nawet sen nasz chwali… jak zwykł mawiać psalmista. Niech się przyśnią pyzate aniołki, a Ojcom Werbistom Bóg błogosławi na frontach świata.

Dziś po fałdach 137 km.

utworzono : 2014-07-19
cofnij drukuj do góry
Wszystkich rekordów: